;
Projekt dofinansowany ze środków programu "Fundusz Inicjatyw Obywatelskich-Mazowsze Lokalnie" realizowanego przez Fundację Fundusz Współpracy, Stowarzyszenie BORIS oraz Stowarzyszenie Europa i My.

ŚWIADECTWO MŁODEJ PRAWNICZKI NISZCZONEJ Z POWODU BRAKU PRZYNALEŻNOSCI DO SĄDOWEGO KLANU

Otrzymaliśmy list- świadectwo młodej prawniczki niszczonej zaciekle przez sądowe klany.
Oto ten list:


Dzień dobry,
W załączeniu przedstawiam artykuł opublikowany w "Gazecie Prawnej" w dniu 17 lipca 2015 r., pt.: "Złe pochodzenie w sądownictwie". Artykuł ten opisuje moją historię - choć skrótowo - to myślę, że oddaje istotę sprawy. Wydaje się, że treść bulwersuje każdego czytelnika,  niejeden może pomyśleć, że to niemożliwe, aby takie rzeczy działy się w sądzie. Ale niestety tak było - mogę potwierdzić. I dziś kiedy właściwie nad tym się zastanawiam, analizuję sytuacje, wszystkie zdarzenia po kolei, to nie mogę powiedzieć, że mam coś sobie do zarzucenia. Przecież pracowałam, tak jak dotychczas, starałam się, jak dotychczas i nie wiem co się stało, że pracodawca - Sąd Okręgowy w XXX tak postąpił. Pewnie dlatego, że co do mnie wyrok zapadł już dawno temu i nic nie było w stanie zmienić tego, co zostało już w stosunku do mnie zaplanowane. Wszak nie mam pochodzenia sędziowskiego, a zatrudnianie w sądach według tego klucza to zasada, zaś wyjątki się już nie zdarzają. Najkrócej można powiedzieć tyle; asystent sędziego z długoletnim stażem (blisko 9 lat), z odbytą aplikacją sądową i zdanym egzaminem sędziowskim, pozytywnymi ocenami za pracę, przykładający się do pracy, nie mając szans na etat sędziego /brak odpowiedniego pochodzenia i powiązań/ postanawia podnieść kwalifikacje zawodowe - z własnej inicjatywy i na własny koszt. Z uwagi na to, że lubi swoją pracę, a nie chce by kolidowało to  z obowiązkami zawodowymi poświęca własny urlop wypoczynkowy - zaległy (rezygnując z wypoczynku), aby uczestniczyć w studiach z zakresu prawa pracy na Uniwersytecie w XXX. Prowadzi korespondencję z pracodawcą w sprawie dopuszczalnych form i warunków podnoszenia kwalifikacji, ten jest skłonny nawet udzielić mu urlopu bezpłatnego lub szkoleniowego na ten cel, ale asystent wybiera inną formę - urlop wypoczynkowy, za uprzednią akceptacją bezpośredniego przełożonego, aby ograniczyć liczbę nieobecności w pracy i jak najczęściej być w sądzie. Wszystko układa się dobrze, zgodnie z umową, gdy prosi o pojedyncze dni urlopu wypoczynkowego na zajęcia, otrzymuje je, ale pod koniec studiów dochodzi do zmian personalnych - osoba Prezesa i Przewodniczącej Wydziału. Zaczynają się problemy, dezaprobata co do podjętego wcześniej zobowiązania, utrudnienia w zakresie udzielenia urlopu wypoczynkowego, a gdy ten mimo tego dąży do ukończenia studiów podnoszone są nagle zarzuty dotyczące jego pracy - mało konkretne, nieprawdziwe, wymyślone, a potem do jego osoby, podobne do tych pierwszych. Nowa Przewodnicząca Wydziału pisze do Prezesa Sądu (swojego kolegi) pisma, przestaje się jej podobać dotychczasowy sposób wykonywania pracy przez asystenta, w zasadzie nic jej już nie odpowiada, wszak asystent nie był posłuszny i nie zrezygnował  ze studiów na rzecz pracy. Postanawia ukarać asystenta, który podnosi kwalifikacje zawodowe, domaga się jego przeniesienia do innego wydziału i zatrudnienia na jego miejsce dwóch innych. W nowym wydziale /nieprzypadkowo wybranym przez Prezesa/ od początku złe traktowanie, trudna do zniesienia atmosfera pracy, zakres obowiązków ponad przewidziany w opisie stanowiska, utrudnianie wykonywania pracy, sekowanie, nierówne traktowanie, dyskryminacja, mobbing, ale mimo tego asystent nie poddaje się, dokłada wszelkich starań i sił, aby wszystko było jak należy.
Zupełnie niepotrzebnie, tu został przeniesiony, aby definitywnie go zniszczyć /jeszcze wówczas tego nie wie/,  przy wykorzystaniu procedury ocen okresowych pracowników. Najpierw obniżenie oceny bardzo dobrej na dobrą, potem dwie kolejno wydane oceny negatywne. W toku procedury doszło do licznych uchybień i naruszeń przepisów, same zaś opinie sędziów, mające stanowić podstawę oceny Prezesa są sprzeczne ze sobą, pełne braku logiki i rozbieżności, a jednak coś je łączy - wspólny kierunek - ocena negatywna, mimo również ocen pozytywnych. W ślad za tym Prezes wydaje ocenę negatywną, podniesionych przez asystenta w sprzeciwach od ocen zarzutów nie uwzględnia, mimo że zdaje sobie sprawę z tego, że są zasadne, nie wskazuje też żadnych wniosków i zaleceń, aby asystent wiedział co ma zmienić, by po raz drugi negatywnej oceny nie otrzymał, a tego wymagają przecież przepisy. Teraz tym bardziej Prezes dąży do zwolnienia asystenta, bo ten rozszyfrował jego zamiary. Na dodatek Prezes zastępuje wszelkie przepisy swoim dowolnym uznaniem, wszak uznanie Prezesa sprzeczne z przepisami prawa ma wyższą rangę. Ta historia pokazuje, że w majestacie prawa niemalże codziennie dochodzi do łamania podstawowych praw człowieka i obywatela oraz zasad konstytucyjnych. Nie dotyczy to tylko stron postępowania, które mają kontakt z sądem i sędziami znikomy, przychodzą do sądu tylko po to, żeby załatwić sprawę, ale mimo tego zawsze twierdzą, że są tu ostatni raz. Ta historia przede wszystkim świadczy o tym, że inaczej nie są traktowani pracownicy sądów, którzy muszą w takich warunkach egzystować codziennie, często w atmosferze strachu i obaw. Tyle słyszy się w ostatnim czasie negatywnych komentarzy pod adresem sądów, a jednak nikt w tym zakresie nic nie zrobi, dlaczego; nie może czy nie chce? To jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu o bezkarności autorów takich czynów, którzy czują się bogami.
Nie mogę zrozumieć tego, że Prezes Sądu chce usunąć mnie  z pracy, tylko dlatego, że pracowałam, że podnosiłam kwalifikacje zawodowe /które jak sam wskazał obraźliwie w arkuszu oceny było tylko rzekome/, że chciałam w tym celu skorzystać z urlopu wypoczynkowego zaległego, a potem zaskarżałam jego oceny okresowe, bo takie miałam prawo, o czym sam mnie pouczył. Czy w tym państwie nie można bez ujemnych dla siebie skutków korzystać  z przysługujących praw? Przecież takie historie nie przytrafiają się masowo zatrudnianym w sądach dzieciom sędziów, które mają zagwarantowane posady sędziowskie /pod które ustawia się konkursy/, bez względu na kwalifikacje, bo trudno, aby wykonywały inny zawód. Dlaczego takie działania są stosowane wobec osób z zewnątrz, aby je wyeliminować, jako osoby niewygodne, po tylu latach pracy i najzwyczajniej zniszczyć. Nie ma żadnego równego dostępu do pracy, równych szans, równości wobec prawa, nie istnieją żadne prawa pracownicze, obywatelskie, a wszystko to tylko fikcja. Prawa są tylko na papierze. Skorzystanie z praw skutkuje wyrzuceniem z pracy, ale to dotyczy tylko osób bez odpowiedniego pochodzenia. Zjawisko nepotyzmu, kumoterstwa, mobbingu w sądach skierowane oczywiście do wybranej grupy osób jest na porządku dziennym, mimo iż nie powinno. Czy Polska jest państwem prawa? Kiedyś tak myślałam, ale było to dawno.
Proszę o opublikowanie załączonego artykułu wraz z moim listem /oczywiście bez moich danych osobowych - /anonimowość - takie były ustalenia z dziennikarzem - autorem artykułu/ na stronie internetowej Fundacji; będzie to kolejne rzeczywiste świadectwo nepotyzmu w sądach, które jako zjawisko patologiczne jest w fazie renesansu i nikomu dotąd nie udało się mu skutecznie przeciwstawić, dlatego pokrzywdzonych jest coraz więcej.
W razie takiej potrzeby udzielę dodatkowych informacji.
Czy i w jaki sposób może w tej sprawie pomóc Fundacja, z uwagi na jej misje i cele działania?
Czy monitorują Państwo takie sprawy i w jakich formach?
Bardzo proszę o pomoc i wsparcie, bo sama jestem bezsilna i bezradna. W Sądzie, o którym piszę takie metody stosowano wobec wielu pracowników, wielu też odeszło dobrowolnie, bez walki, mając świadomość przegranej. Niestety ja wiem, jak pracowałam oraz wiem, że zwolnienie mnie z pracy w tej sytuacji jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Gromadziłam odpowiednie dowody, mogę więc podważyć nieprawdziwe twierdzenia osób, które chcą mnie usunąć z życia zawodowego.
Z poważaniem,
XYZ