;
Projekt dofinansowany ze środków programu "Fundusz Inicjatyw Obywatelskich-Mazowsze Lokalnie" realizowanego przez Fundację Fundusz Współpracy, Stowarzyszenie BORIS oraz Stowarzyszenie Europa i My.

List od absolwenta wyższej uczelni

Witam
Chciałbym się z Państwem podzielić moimi przemyśleniami oraz sytuacją związaną ze zjawiskiem nepotyzmu w naszym kraju. Mam 26 lat i jestem absolwentem prawa. Studia ukończyłem w czerwcu 2016 roku. Obecnie jestem osobą bezrobotną i poszukuję pracy. Sytuacja jest trudna. Pomimo wielu ofert pracy ciężko znaleźć pracę odpowiadającą mojemu wykształceniu i predyspozycjom. Pracy zacząłem szukać krótko po ukończeniu studiów. Rezultat był mizerny. Nic nie udało się znaleźć. Zarejestrowałem się w Urzędzie Pracy. Na pierwszej wizycie pośrednik pracy zaproponował mi staż w Urzędzie Pracy. Ucieszyłem się. Stwierdziłem, że staż w państwowej instytucji będzie dla mnie szansą na rozwój i jest związany z ukończonym kierunkiem studiów. Krótko po wizycie zrobiłem wymagana badania lekarskie i rozpocząłem staż. Oczywiście praca na początku mi odpowiadała. Było to dla mnie nowe doświadczenie. Jednak po krótkim czasie zauważyłem, że nie robię nic ambitnego i tylko marnuję tutaj swój czas i potencjał. Wysyłałem korespondencję, archiwizowałem dokumenty, napełniałem pieczątki, otwierałem okna, włączałem klimatyzację. Takie obowiązki były na porządku dziennym. Kilka miesięcy po stażu pojawiła się oferta pracy na stanowisku pośrednik pracy stażysta w Urzędzie. Oczywiście dokumenty złożyłem bo spełniałem wymagania formalne. Były to między innymi: wykształcenie wyższe: prawo, administracja, politologia, ekonomia oraz doświadczenie w administracji mile widziane. Dziwi jednak sytuacja, że w tym czasie staż w wyżej wymienionej instytucji odbywały osoby z powyższym wykształceniem. Było nas tam wtedy 6 osób. Pomimo, że zaprezentowałem się najlepiej jak mogłem wybrany został kandydat z wykształceniem politologicznym. Zaskakującym było, że teście, sprawdzeniu umiejętności obsługi komputera oraz rozmowie z komisją rekrutacyjną nie odbyła się rozmowa z dyrektorem Urzędu. Takie były wcześniej procedury, że ze wszystkimi kandydatami rozmawia dyrektor i podejmuję decyzję o zatrudnieniu. Kontynuowałem staż i startowałem w różnych konkursach. Bez powodzenia. Odbyłem w sumie roczny staż. Następnie rozmawiałem udałem się na rozmowę z dyrektorem w sprawie zatrudnienia na stanowisku pomocniczym. Wiedziałem, że kilku stażystów, którzy w tym samym czasie co ja robiło staż dostało pracę. Dyrektor okazał i pogardę i powiedział, że nie ma budżetu na zatrudnienie mnie na pomocniczym stanowisku. Powstaje pytanie skąd wział pieniądze na inne osobę, które odwalały taką samą robotę jak ja i były w tej samej co ja sytuacji. Minęło dokładnie pół roku od zakończenia stażu. Pracy nadal nie mam. Jeżdże na konkursy i okazuje się, że to tylko formalność. Pragnę wskazać także na brak rzetelności w niektórych instytucjach w zakresie ogłoszenia o konkursie. Przykład. WKU Tarnów. Konkurs na zastępstwo. Termin do składania dokumentów wynosił wtedy kilka dni. Zgodnie z Ustawą o pracownikach samorządowych, termin ten wynosi 10 dni od dnia publikacji ogłoszenia w Biuletynie. Pragę jeszcze wskazać, że jestem ofiarą urzędniczej machiny. Dla ludzi z wyższym wykształceniem Urzędy pracy mogą zaoferować jedynie staż. Urzędnik weźmie za to pieniądze, a stażysta wykonuje tylko czarną robotę, której nikt z urzędników nie ma ochoty wykonywać. Po rocznym staż taką osobę spotyka rozczarowanie. Ja pomimo angażowania się w obowiązki, nie otrzymałem oferty pracy po stażu. Byłem tylko kolejną osobą, której urzędnik zaoferował staż bo ustawowo osoba bez kwalifikacji zawodowych kwalifikuje się na staż. Dla takich osób jak ja Urząd pracy nie ma. Jeśli ona jest, a chodzi mi głownie o administrację publiczną, to po znajomości.